Suchanino kojarzy się z Cygańską Górą. Prezentowałem już tutaj Legendę o Cygańskiej Górze z cygańskim skrzypkiem w opowieści oraz grafikę przedstawiającą dzielnice także ze skrzypkiem spoglądającym na miasto z góry. Dziś chciałbym przedstawić Legendę o Wyspie Spichrzów również z skrzypkiem jako bohaterem, tym razem kaszubskim. Suchanino jest niewątpliwie częścią Gdańska dlatego warto znać ciekawe legendy miejskie.
Opowieść ta jest po części prawdziwa ponieważ niegdyś psy stanowiły specyficzną formę ochrony wyspy spichrzów - ten system ochrony zlikwidowali Francuzi w latach 1807-1813.
Legenda o skrzypku z Wyspy Spichrzów:
Było to w czasach nowożytnych kiedy Gdańsk był bardzo bogatym miastem dzięki handlowi polskim zbożem na zachód Europy. Specjalnie do tego celu wykorzystano Wyspę Spichrzów - której nazwa wzięła się od wybudowanych tam wielkich spichlerzy (silosów) na zboże. Wyspa z uwagi na znajdujący się na niej towar wymiany handlowej oraz łatwą możliwość zaprószenia na niej ognia była oczkiem w głowie bogatych Gdańszczan. Wprowadzili oni oryginalną formę jej ochrony. Na wyspie był zakaz rozpalania ognia oraz przebywania na niej po zmroku. Wyspa na noc była zamykana i niedostępna. W tym celu trzymano również w piwnicy jednego z spichlerzy psy - uważanych wówczas za dzikie bestie. Byłe one przy napotkaniu swojej ofiary (nie proszonego gościa) bezlitosne, rozszarpując go na strzępy. Pewnego wieczoru znany i lubiany kaszubski grajek na skrzypcach -Skwierk- zabawił za długo w Głównym Mieście i postanowił wrócić do wynajmowanego pokoju na Dolnym Mieście. Wszyscy mu to odradzali ponieważ jedyna droga prowadziła przez Wyspę Spichrzów a ta była już zamknięta. Zła reputacja psów była znana już wszystkim gdańszczanom i osobom odwiedzającym miasto. Tym bardziej obawy były wielkie i odradzono skrzypkowi nocnego powrotu. Skrzypek nie bacząc na dobre rady ruszył pokonując zamkniętą bramę przez wyspę. Nie potrwało to długo gdy po chwili otoczyły go warczące, rozjuszone i skapującą z pyska śliną wygłodniałe bestie. Skrzypkowi w jednej chwili zrobiło się przykro i żal że tak ma skończyć swój wesoły żywot. Jedyne co mu przyszło na myśl to zagrać na pożegnanie na skrzypcach. Gdy tak grał jedną kompozycję za drugą okazało że psy grzecznie zaczęły go słuchać - przestały ujadać, niektóre nawet się położyły obok niego. Gdy przestawał grać, wprawiał bestie w złość. Grał więc całą noc, kompozycje za kompozycją a nad ranem gdy strażnicy otwierali bramy Wyspy Spichrzów było widoczne zdziwienie w ich oczach a wiele radości w spojrzeniu Skrzypka.
Na szczycie jednej z kamienic przy ul. Stągiewnej na Wyspie Spichrzów możemy znaleźć dziś rzeźbę przypominającą grajka.
Tekst opracowano na podstawie : J. Samp, Legendy Gdańskie, Gdańsk 2004.
Grafika: https://balticwolf.wixsite.com/balticwolf/product-page/grafika-na-życzenie
Było to w czasach nowożytnych kiedy Gdańsk był bardzo bogatym miastem dzięki handlowi polskim zbożem na zachód Europy. Specjalnie do tego celu wykorzystano Wyspę Spichrzów - której nazwa wzięła się od wybudowanych tam wielkich spichlerzy (silosów) na zboże. Wyspa z uwagi na znajdujący się na niej towar wymiany handlowej oraz łatwą możliwość zaprószenia na niej ognia była oczkiem w głowie bogatych Gdańszczan. Wprowadzili oni oryginalną formę jej ochrony. Na wyspie był zakaz rozpalania ognia oraz przebywania na niej po zmroku. Wyspa na noc była zamykana i niedostępna. W tym celu trzymano również w piwnicy jednego z spichlerzy psy - uważanych wówczas za dzikie bestie. Byłe one przy napotkaniu swojej ofiary (nie proszonego gościa) bezlitosne, rozszarpując go na strzępy. Pewnego wieczoru znany i lubiany kaszubski grajek na skrzypcach -Skwierk- zabawił za długo w Głównym Mieście i postanowił wrócić do wynajmowanego pokoju na Dolnym Mieście. Wszyscy mu to odradzali ponieważ jedyna droga prowadziła przez Wyspę Spichrzów a ta była już zamknięta. Zła reputacja psów była znana już wszystkim gdańszczanom i osobom odwiedzającym miasto. Tym bardziej obawy były wielkie i odradzono skrzypkowi nocnego powrotu. Skrzypek nie bacząc na dobre rady ruszył pokonując zamkniętą bramę przez wyspę. Nie potrwało to długo gdy po chwili otoczyły go warczące, rozjuszone i skapującą z pyska śliną wygłodniałe bestie. Skrzypkowi w jednej chwili zrobiło się przykro i żal że tak ma skończyć swój wesoły żywot. Jedyne co mu przyszło na myśl to zagrać na pożegnanie na skrzypcach. Gdy tak grał jedną kompozycję za drugą okazało że psy grzecznie zaczęły go słuchać - przestały ujadać, niektóre nawet się położyły obok niego. Gdy przestawał grać, wprawiał bestie w złość. Grał więc całą noc, kompozycje za kompozycją a nad ranem gdy strażnicy otwierali bramy Wyspy Spichrzów było widoczne zdziwienie w ich oczach a wiele radości w spojrzeniu Skrzypka.
Na szczycie jednej z kamienic przy ul. Stągiewnej na Wyspie Spichrzów możemy znaleźć dziś rzeźbę przypominającą grajka.
Tekst opracowano na podstawie : J. Samp, Legendy Gdańskie, Gdańsk 2004.
Grafika: https://
Komentarze
Prześlij komentarz